T-BAGS: Czas na piknik

Anioł

T-Bags: Kumpel z plecaka

T-Bags: listonoszka składana

T-Bags: torebka jeansowa z biglem

piątek, 25 maja 2018

Bloguję już od wielu lat i w tej dziedzinie mam kilka małych marzeń. Kilka się już spełniło. Chciałam dostać nominację 'Liebster Blog Award' i dostałam ;) Chciałam wygrać jakieś wyzwanie, zająć pierwsze miejsce i dostać wypasioną nagrodę ;) I udało mi się wygrać na blogu Klub Twórczych Mam wyzwanie i to trzymiesięczne! ;) Chciałam, żeby mój blog zaczął żyć komentarzami i udało się. Może to nie są rekordowe liczby, ale bardzo mi miło, kiedy pod wpisami, pod zdjęciami moich drobiazgów pojawiają się komentarze i to TAK MIŁE!... A to nie koniec! Zostało jeszcze kilka blogowych marzeń. Ale jak to się mówi, 'żeby nie zapeszyć' nie powiem ich na głos. Zaczynam jednak coraz mocniej wierzyć w to, że kiedyś się spełnią ;) 

A dziś kolejna część zamówienia dla Sis. Do pierwszej Anielicy w zwiewnych tiulach dołączyła panna w kwiecistej sukience. Chciałam zrobić jej warstwową kiecunię na szydełkowym kołnierzu. Miały być trzy warstwy: ta w kwiatki, pod spodem biała we wzorki w fiolecie i beżu, a do tego halka z tiulu. I KANAŁ!! Muszę się podszkolić w tym temacie, bo uszyta przeze mnie sukienka układała się fatalnie i w rezultacie odcięłam spodnie warstwy. Dostała za to geterki z różowej dzianiny. Szydełkowe dodatki przekornie zrobiłam w żółtym kolorze. Fajnie wyszła Panna Anielica ;)


Do zamówienia brakuje jeszcze Kumpelki z plecaka. Znaczy się plecak już jest i kumpelka też, tylko znowu pojawiły się problemy z odzieniem. Ale myślę, że dziś małe poszukiwania i na dniach dostanie kiecunię, jak się patrzy :)

No i to tyle. Idę się szkolić i szukać inspiracji ;) Pozytywnego weekendu i już dziś: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO MAMUŚKI!! :) Pozdrawiam, PA!





sobota, 19 maja 2018

W tym roku miałam chwilowy dylemat z prezentem na Dzień Mamy. W zeszłym roku Mama sama sobie zażyczyła kalendarz. Ale w tym roku, jak zwykle skromnie stwierdziła, że ona to nic nie potrzebuje... Ale potem sama nieświadomie podsunęła mi pomysł ;)

A ja postanowiłam, że dodam coś jeszcze! I tak powstała zakładka do książki. Od kilku lat Mama zaczęła więcej czytać. Dawniej nie miała na to za wiele czasu: ogarnąć pracę, dom, wydziergać nowe swetry i szaliki dla córek itd. ;) Teraz w wolnej chwili czyta, ale nie wiem, czy ma zakładkę. Został mi kawałeczek materiału od Merely Susan, który dostałam szyjąc dla niej drobiazgi. Aż się prosił, żeby uszyć z niego zakładkę taką, jak uszyłam sobie


A co z tym pomysłem? No więc Mama przed naszą majówką kupiła nowe poduszki. Takie na kanapę. Poduszki są z kwiecistego materiału, ale pomyślałam, że jak się znudzą, to można je włożyć w jakąś fajną poszewkę. No tak: ja, maniaczka poszewek, cóż innego mogłam uszyć!? ;) Wybrałam jasne materiały: kwiatki (żałuję, że nie miałam ich więcej :/) i zygzaki.


Poszewki są proste, na zakładkę i mam nadzieję, że się spodobają :) Paczka już poszła do Mamy - nie ufam poczcie w okolicach różnych świąt i innych okoliczności, więc wysłałam wcześniej ;) Czekam na wieści...

No i to tyle na dziś :) Mam nadzieję, że już wkrótce poczynię jakieś nowe, fajne rzeczy... ;) A póki co: pozdrawiam, PA!





czwartek, 17 maja 2018

Taka sytuacja: dziś dzień ciemny, szary i ponury, a do tego cudne drzewka za moim oknem zabierają całkowicie resztki światła. W związku z powyższym - jak kura, kiedy słońca brak - mam ochotę nie schodzić z grzędy i spać, i spać, i spać... 

Ale złamałam już obietnicę, że będę robić jedną rzecz dziennie - to chyba w kwietniu było... W związku z życiem codziennym - POLEGŁAM! To chociaż staram się mobilizować do innych działań... W ogóle jakiś działań ;) W każdym razie - wierzcie lub nie, ale cały czas coś robię i na wszystko brakuje mi czasu, a głowa nadal pełna pomysłów! No nic...

Dzisiaj przychodzę do Was z nową poduszką. A jakże. A wszystko zaczęło się od dywaników łazienkowych ;) Niezły przeskok, co? Zamarzyły mi się bowiem do łazienki dywaniki wydziergane na szydełku. Podjęłam próbę wyszydełkowania dywanika z koszulkowego sznurka ręcznej roboty. Nie wyszło, bo koszulki były różnej grubości i dywanik wylądował na balkonie. Potem kupiłam sznurek bawełniany 5 mm w dwóch kolorach: mięta plus żółty. Miały być dywaniki w paski, ale coś mi nie szło. No i poza tym okazało się, że sto metrów to właściwie TAKIE NIC! Porzuciłam temat i rzuciłam na łazienkowe podłogi szmaciaki z Jyska. A co ze sznurkiem? No przecież ucha do plecaków mogę z nich zrobić. Ale nie! Ja wymyśliłam sobie poduszkę. Wzięłam szerokość ok 35 cm i wydziergałam sznurek do końca. Powstał panel o wymiarach 35 x 40 cm. Jest szał! ;)


W sumie dobrze się stało, że wyszedł mi tylko jeden panel, bo na sznurku leży się średni, a jak wiecie nie lubię poduszek TYLKO-ozdobnych. Poduszka dostała plecki z surówki bawełnianej. Z resztek sznurka zrobiłam pętelki i bok zapinany jest na dwa guziki, o tak:


I w ten sposób sznurkowa poduszka dodaje naszej kanapie koloru. Marzy mi się jeszcze zmiana pokrowców na tych giga-poduchach, które stanowią oparcie. Myślałam o przeróbce obecnych, ale jakoś ostatnio przerabianie mi nie wychodzi... No nie wiem - zostawiam to na razie, bo jak wiadomo, 'co nagle to po diable' ;)

I to tyle na dziś dzień ;) Mam nadzieję, że uda mi się ogarnąć głowę, rzeczywistość i cały świat, bo kilka rzeczy muszę PILNIE uszyć ;) No to na razie, PA! 





sobota, 12 maja 2018

Dziś przychodzę do Was z kolorowymi drobiazgami. Ale zanim o tym, to ja tu chciałam Kasię z Kliniki DIY przeprosić, że ja jej znowu we paradę wszedłam ;) Po raz drugi opublikowałyśmy podobne rzeczy w tym samym czasie. Czy to jakiś znak? ;) Ha, ha!

A teraz o maleństwach, które poczyniłam, żeby moje mini kosmetyczki nabrały jeszcze ciekawszego charakteru. 

Zacznę może od niebieskiej łezki, bo ją już widać ;) Chciałam nawiązać kształtem do wzoru na materiale użytym do uszycia mini miętówki i kolorem pozostać w niebieskich tonach. Jak wygląda widzicie powyżej i jeszcze tu:


Różowa piramidka od razu dostała chwościk, ale jakoś tak... było mi MAŁO!! ;) Na szydełku zrobiłam więc kuleczkę, dołożyłam koraliki i tasiemkę i powstało takie coś:


Jak prezentują się mini kosmetyczki z nowymi zawieszkami możecie zobaczyć na stronie T-Bags. W planie są jeszcze jakieś zawieszki do torebek ;) A póki co przypominam o zabawie w 'podaj dalej' i żegnam się na chwilkę ;) PA!

  



piątek, 11 maja 2018

Chwilę mnie nie było, bo odpoczywałam. Powiem Wam, że takiego resetu już dawno sobie nie zafundowałam! Nawet na fejsiku nie publikowałam za bardzo ;) Odpoczynek od netu, od maszyny, od...

A teraz wracam z nowymi siłami i pomysłami! Mam już przygotowane nowe drobiazgi, ale zacznę od żyrafowego testu, bo już dawno nic nie testowałam ;)

Dziś zapachy lata i to nie tylko te w płynie. Zacznę od tych w kremie. Będąc na wywczasie musiałam bowiem kupić krem do twarzy - pojechałam sobie na rezerwie ;)  Pierwsza lepsza sieciowa drogeria i zonk! Nie ma mojego kremu Ziaja. No trudno. Zatem szukam czegoś innego.... I wpadł mi w ręce krem odżywczy z witaminą C firmy Bielenda


Krem do twarzy, ciała i dłoni. Niektórzy mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, ale stwierdziłam, że spróbuję. Zwłaszcza, że zachęcił mnie opis na pudełku: "idealny sposób na pielęgnację skóry szarej, zmęczonej i wymagającej odnowy". Pomyślałam, że po zimie przyda mi się taka regeneracja. Zachęcające były też duże opakowanie plus niska cena (ok 16 zł). A jakie wrażenia? Krem ma fajną konsystencję: delikatną, lekką, szybko się wchłania. Na noc smaruję odrobinę 'grubiej', żeby ten mój pyszczek dostał swoją dawkę nawilżenia. Bardzo ładnie pachnie. Trochę, jak cukierki: taki aromat cytrusów z czymś słodkim, ale świeży i lekki. Skóra po nim jest gładka i mam wrażenie, że ma nieco ładniejszy odcień, ale to może też zasługa słoneczka. Jedyny minus: nie jest to krem matujący, więc pod koniec dnia skóra nieco się błyszczy. Stosuję go tylko do twarzy, więc nie powiem, jak działa na dłonie i resztę ciała, ale jestem zadowolona z zakupu i mogę polecić tym, którzy nie czuja potrzeby wsmarowywać hialuronów i innych 30+.

A teraz czas na coś w płynie. Bez skojarzeń proszę! O pachnidłach będzie! ;) Bo po ciąży coś mi się poprzestawiało w nosie. Moje powonienie jest w stanie dźwignąć tylko kilka zapachów w dziedzinie kosmetyków. O dziwo są to skrajne: słodkie wanilie oraz kokosy i świeże zielone herbatki z werbeną lub trawą cytrynową. Dlatego moim ulubionym pachnidłem stała się Elizabeth Garden Green Tea - obecnie nie mam na stanie, ale...! Jest coś, co odkryłam przypadkiem i kocham miłością wielką: Yves Rocher kokosowa woda toaletowa. Coś cudownego! Słodki, ale lekki zapach. Długo się utrzymuje: chociaż ja już go nie czuję, wiem, że zapach na mnie jest nadal i to mi pasuje. Idąc tropem kokosa postanowiłam korzystając z promocji zakupić sobie mgiełkę AVON naturals escape: kokos i karambola.

Zapach cudny: świeży, lekki, delikatnie słodki... Mhhhh... Niestety mgiełki są mniej trwałe, ale na lato bardzo lubię taką formę: wrzucam do torby i mogę użyć w każdej chwili, kiedy czuję taką potrzebę. 

I tak wyglądają moje zapachy lata: słodkie, ale świeże, tropikalne, egzotyczne, smakowite ;) A jakie są Wasze ulubione aromaty? ;) 


PS: właśnie dostrzegłam, że zdjęcie z pachnidłami jest krzywe :D




poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Zaczęłam majówkę :) Przez najbliższy tydzień nie będzie mnie w pracowni, nie będzie mnie na blogu, ani na fejsiku. Nawet ten wpis publikuje się automatycznie!

Nie no, dobra: żartuję. Będę na blogu, ale w odwiedzinach u Was i na fejsiku też coś tam pewnie opublikuję, ale generalnie mam URLOP ;) 

URLOP, bo... Fanfary! Po majówce ruszamy z kopytka! Pan Prezydent 23 marca podpisał ustawy składające się na tzw. Konstytucję dla Biznesu. Dzięki temu mogę sprzedawać swoje drobiazgi bez zakładania DG. I taki właśnie mam zamiar, więc czeka mnie sporo pracy ;)

Ale pierwsze koty za płoty. Bo dwie lale są już gotowe do drogi do Krakowa :) Zobaczymy, czy stolica małopolski będzie łaskawa dla żyrafowych drobiazgów ;)

Powstała Anielica i Pan Kocur ;) Obie lale kosztowały mnie trochę nerw ;) Anielica dostała ciuszki na wypasie: koszulkę i porteczki, i skarpeciochy. I właśnie przy tych ubrankach się narobiłam: a to za małe wycięłam, a to źle zszyłam, a to coś krzywo. Ale jak zawsze BYŁO WARTO! Kolejne ubranka będzie już łatwiej szyć ;) I dodam, że ubranka są zdejmowane, więc można Anielicę przebrać ;) 


Ponieważ Mr. T. stwierdził, że 'tylko te anioły teraz pitolę', to jako drugi powstał Pan Kocur. Szyłam już Pannę Kicię. Wyszła uroczo, ale coś mi jednak nie grało. Zmieniłam więc nieco formę. I nadal nie jest idealnie... Nie mam wprawy w szyciu Kocurów - się nadrobi - dlatego uszycie Pana Kocura trwało dłużej, niż sądziłam. Nadal mam zastrzeżenia i planuję jeszcze popracować nad formą, ale już teraz powstał fajny elegant:


I co myślicie? ;) Ja ogólnie jestem zadowolona. Jak już ostatnio wspominałam: co raz łatwiej mi się szyje moje lale. Trochę wprawy, kilka trików i jestem w domu ;)

No a teraz już lecę - pędzę :) Miłej majówki i do następnego razu :) Pozdrawiam, PA!





piątek, 27 kwietnia 2018

Bardzo spodobało mi się dostawanie prezentów od innych Blogerek :) Dlatego zgłosiłam się do zabawy podaj dalej ogłoszonej na blogu Szóste Niebo ;) 

Ale zanim pokaże Wam co przysłała mi Asa  zgodnie z zasadami ogłaszam zabawę u siebie.

Pierwsze dwie osoby, które w komentarzu wyrażą chęć udziału w zabawie otrzymają prezent-niespodziankę z żyrafowej pracowni ;) A że zabawa nazywa się podaj dalej, to obdarowane przeze mnie osóbki ogłoszą zabawę na swoich blogach i podadzą dalej ;) Macie rok na wysłanie drobiazgów, więc chyba nie ma spinki, co? Polecam, bo powiem Wam, że to uczucie, kiedy dostajecie paczkę i nie wiecie, co znajdziecie w środku... Uwierzcie mi: odzywa się wewnętrzne dziecko ;)

No a teraz czas pochwalić się, co dostałam. Asa przysłała mi paczuszkę z przydasiami, z czymś słodko-gorzkim ;) i z mega wypasioną poduszką. 



Jeszcze nigdy nie miałam takiej swojej prywatnej poduszki z moja literką... :) Była jeszcze gorzka czekolada, ale już zjadłam ;) Jeszcze raz dziękuję za wszystkie drobiazgi. No i czekam. Ktoś chętny?




Najczęściej odwiedzane